Lord Vanir
Wybraniec Hadala

Szarlatan
Warlock 8 Great Old One
59 / 59 HP
STR
8
DEX
15
CON
14
INT
10
WIS
13
CHA
19

Wybraniec tajemniczego bóstwa, łajdak i tchórz, który pod wpływem traumatycznych przeżyć próbuję, odwlec nieuniknione oraz odnaleźć drogę ucieczki z Gothy.


Campaign & Party

Egzekutorzy Gothy

Thaeris Vanir
Run by Śniący
Dzień 114

Koniec i Początek

by Lord Vanir

Jeśli ktokolwiek przeczyta te słowa, niech wie, że zawiodłem. Nie doceniłem zagrożenia, byłem głupi i zarozumiały, ale przede wszystkim okazałem się tchórzem! Ba, nadal nim jestem! Gdybym miał odwagę to poszedłbym śladem Thalendila i nie pisał teraz tych wypocin. Tak czy inaczej stało się, a ja muszę żyć z konsekwencjami moich własnych słabości. Nie wiem nawet od czego mam zacząć tę opowieść, więc po prostu zacznę od początku…

Tego dnia miała mnie czekać kolejna lekcja wiedzy tajemnej pod okiem Thane’a Malakara. Brałem właśnie poranną kąpiel, gdy nagle poczułem lekkie drżenie ziemi i usłyszałem stłumiony huk. Chwilę później z piętra zbiegła Bułcia, wykrzykując, że “ma tego wszystkiego dość” i wyszła, trzaskając drzwiami. Mimo jej wyjścia z góry doleciał do mnie jakiś chrobot, więc szybko przywdziałem ubranie i ruszyłem na zwiady. Biblioteka była pusta, choć w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach ozonu. Skierowałem się do mojej sypialni i wtedy ją zobaczyłem… Uzbrojoną elfkę z twarzą pokrytą paskudnymi bliznami - kolejna zabójczyni - pomyślałem od razu. Próbowałem zatrzasnąć drzwi sypialni i zamknąć ja w środku, jednak ona okazała się sprawniejsza. Popędziłem więc w kierunku schodów jednocześnie wołając na pomoc moich gwardzistów. Minąłem ich w salonie, nakazałem spacyfikować elfkę, a sam wybiegłem na zewnątrz. Szybko obszedłem dom i postanowiłem obserwować dalszy rozwój wydarzeń przez jedno z okien. Gdy wspiąłem się na podmurówkę i zajrzałem przez szybę zbaczyłem, że moi towarzyszę - światli Egzekutorzy - również dotarli na miejsce. Niestety zamiast mnie wesprzeć, stanęli po stronie mojej domniemanej oprawczyni, która schodziła właśnie po schodach z dobytym rapierem. Nie wdając się w niepotrzebne szczegóły już kilka minut później, leżałem na ulicy przygniatany cielskiem Veksanedra i zakneblowany przez Anvarę. Tajemnicza elfka zbliżała się do mnie z nienawiścią w oczach, cedząc przez zęby imię “Valentino von Geltstein”...

Potrzebowałem chwili by przypomnieć sobie mój dawny alias, z którego korzystałem przebywając jeszcze na elfim dworze. Patrzyłem w tę bliznowatą twarz i wtedy do mnie dotarło… To była ona! Moja niedoszła narzeczona! Niestety w tamtym momencie nie pamiętałem już jej imienia. Na szczęście Anvara szybko mi je przypomniała - Thaeris. Cholera, naprawdę nie spodziewałem się, że ktoś może doznać takich obrażeń po zwyczajnym upadku z konia. Tak czy inaczej nie było już odwrotu - moja była kochanka stała teraz przede mną przepełniona złością, goryczą i chęcią zemsty. Tak więc zrobiłem jedyną rzecz jaka wydała mi się wtedy sensowna - uciekłem. Gdy tylko Anvara poluzowała swój knebel, by dać mi szansę odpowiedzieć na zarzuty, wykrzyczałem magiczną formułę i teleportowałem się kilkaset metrów dalej, do pobliskiego, zacienionego zaułka. Wstałem, otrzepałem się z kurzu i profilaktycznie zmieniłem swój wygląd, by uniknąć ewentualnego pościgu. Spanikowałem. Nie wiedziałem co robić dalej. Spośród wszystkich elfów chodzących po starym świecie nigdy bym się nie spodziewał, że to właśnie ONA tu trafi. Nie byłem gotowy na tą konfrontację. Przechadzałem się w tom i z powrotem, ale nie mogłem niczego wymyślić. Byłem na siebie zły - pozwoliłem by “dawny ja” przejął nade mną kontrolę w tak kluczowym momencie. A przecież mogłem tam zostać… Mogłem, po prostu przeprosić… Tak czy inaczej skoro powiedziało się “A”, no to trzeba było też powiedzieć “B”.

Zakradając się bocznymi uliczkami w pobliże mojego domu, nagle spostrzegłem, że wszystkie elfy na ulicy nagle zamarły w bezruchu i jednocześnie obróciły głowę w tym samym kierunku. To było dziwne, zbyt dziwne ja na mój gust. Nawiązałem telepatyczną więź z długouchym stojącym najbliżej i wtedy to usłyszałem - wołanie, rozkaz. Jakiś głos wzywał tego elfa do udania się do lasu, gdzie znajdował się ich król, który podobno był w niebezpieczeństwie. A więc ten stary cap też tutaj trafił - pomyślałem przyspieszając kroku.

Gdy dotarłem do zakrętu, za którym mieścił się mój dom, moi towarzysze byli już gotowi do drogi. Kiedy wyglądałem zza winkla, wsiadali właśnie na pokład dziwacznego powozu Veksandera. Moja najdroższa Thaeris była z nimi… Na razie podążyłem za wozem trzymając bezpieczny dystans. Po drodze miałem okazję poobserwować miejscowych elfów, którzy niczym zombie zmierzali powoli w kierunku lasu - był to iście osobliwy widok. Po przejechaniu bramy miejskiej karoca gwałtownie przyspieszyła, więc i ja nie mogłem już dłużej zwlekać. Przywołałem moje skrzydła i już po chwili wylądowałem na obszernej skrzyni, na tyłach powozu. Na razie nie chciałem wchodzić do środka - nie dopóki ona tam była. Anvara musiała mnie usłyszeć, bo po chwili pojawiła się w drzwiach i sprawnym susem przeskoczyła do mnie. Próbowała mnie raczyć swoimi elfimi morałami, ale ja nie miałem do tego głowy. Naprawdę nie wiedziałem jak się zachować - na pewno nie po pierwszym wrażeniu jakie sobie zafundowałem. Jak ja mogłem być taki głupi!?

Anvara wkrótce wróciła do wnętrza powozu, a ja po chwili ruszyłem w jej ślady - z tym, że w zmienionej formie. Sprowokowała mnie dyskusja jaką usłyszałem z wnętrza - moi towarzysze rozprawiali o roli i genezie Gothy… I w dodatku cholernie się mylili. Nie potrafią się powstrzymać, zapukałem i wszedłem do środka początkowo przedstawiając się jako członek frakcji Anvary. Powoli zacząłem wyjaśniać im zawiłości rządzące tym światem ale to było jak rzucanie grochem o ścianę. W końcu zrezygnowany i gotowy na wszystko powróciłem do własnej postaci, wywołując tym samym kolejną eksplozję agresji ze strony mojej niedoszłej małżonki. Jednak na tym etapie nie miałem już siły stawiać oporu. Pogodziłem się z faktem, że sytuacja dawno wymknęła się spod mojej kontroli i pozostawała mi już tylko bierność. No i może jeszcze odrobina nadziei.

Po jakiejś godzinie dotarliśmy do części lasu, której nie dało się już pokonać na kołach. Opuściliśmy więc wóz Veksandera i zagłębiliśmy się między drzewa w kierunku, który wskazywały nam nasze elfy. Po krótkim spacerze dotarliśmy wreszcie na skraj polany, na której znajdowało się kilka ciał w znajomych, elfich zbrojach, a także niewielka grupa uzbrojonych po zęby drowów. Moi towarzysze jak zwykle postanowili wybrać przemoc, więc już po chwili toczyliśmy batalię z mrocznymi elfami i wspierających ich driderem. Jednak w momencie gdy Anvara odcięła głowę matronie drowów, a jej wojownicy na chwilę złamali szyk, postanowiłem działać. Z pomocą Hadal udało mi się ponownie przyczepić głowę drowki do jej ciała i przywrócić jej życie. Na ten widok walka ustała, a ja mogłem przejść wreszcie do pertraktacji. Cywilizowane podejście jak zwykle okazało się najlepsze - dzięki rozmowie udało mi się ustalić, że króla elfów porwały wampiry i poniosły go gdzieś na północ. Pożegnaliśmy się więc z drowam i skierowaliśmy się z powrotem do wozu. Jeszcze przed wyruszeniem w drogę Veksander poprosił mnie bym pomógł Train zdominować dridera - nie rozumiałem skąd wziął się jego nagły altruizm, ale ostatecznie zdecydowałem się to zrobić.

Tak więc siedząc ponownie w wozie, z pajęczą abominacją podążającą naszymi śladami, skierowaliśmy się na wskazany przez drowy azymut. Po kolejnej godzinie podróży dotarliśmy na miejsce, w którym rzekomo wampiry przetrzymywały króla. W tamtym momencie jeszcze nie rozumiałem co się święci, więc pragnąłem rozwiązać sytuację nie prowokując jednocześnie Evansa i powołując się na jurysdykcję Loży. Nim moi towarzysze zdążyli mnie uciszyć głośno zaanonsowałem nasze przybycie wampirom znajdującym się wewnątrz. Członkowie mojej drużyny zgodnie ze zwyczajem, zdecydowali się jednak wybrać przemoc - przeraża mnie myśl, że z perspektywy czasu mogli mieć rację.
Ja tym czasem nie chciałem się w to mieszać - wtedy nadal łudziłem się, żę mogę przeciągnąć Evansa na swoją stronę. BOGOWIE, JAKIMŻ JA BYŁEM GŁUPCEM! Gdy moi towarzysze walczyli z dziwacznymi lodowymi jaszczurami i wampirzymi pomiotami, ja przysiadłem na skraju jaskini i wyciągnąłem manierkę. Krótka chwila samotności pozwoliła mi oczyścić nieco rozszalałe myśli. W końcu doszedłem do wniosku, że czasu nie cofnę, a bez mojego nadzoru zacni Egzekutorzy mogli narobić jeszcze większego bałaganu. Wkroczyłem w głąb jaskini akurat we właściwym momencie by przerwać niepotrzebny rozlew krwi. Z pomocą mojej najsilniejszej iluzji stworzyłem kopie Evansa i za jej pośrednictwem nakazałem wampirzym podmiotom by nas przepuścili. W ten sposób pokonaliśmy ostatni korytarz i stanęliśmy przed tajemniczymi drzwiami chronionymi jakąś magiczną inskrypcją. Ze szpary nad progiem dochodziły dziwne dźwięki, a same drzwi były niemal gorące od kipiącej pod drugiej stronie animy. Na szczęście dość szybko rozszyfrowaliśmy inskrypcję, która głosiła, że tylko królewska krew jest wstanie otworzyć przejście. Dzięki Thaeris bez problemu sforsowaliśmy ostatatnią przeszkodę i wtedy… Wtedy nadszedł TEN PRZEKLĘTY MOMENT.

Za drzwiami znajdowała się ponura krypta, której ściany zdobił rząd pokaźnych, kamiennych trumien. Na swoistym ołtarzu na samym środku stała wielka, żeliwna misa, do której powoli spływała krew podwieszonego na łańcuchach króla elfów. Wisiał tam, ledwie żywy, niczym bezwładny kawał mięsa w rzeźni. Po bokach misy stali Evans i Alsitar - wampir górował nad starcem, dumny i niepokojąco uśmiechnięty. Spojrzenie starego maga było puste - na pierwszy rzut oka było jasne, że jest pod wpływem uroku. Starzeć szeptał coś energicznie, gestykulując zapamiętale i w kreśląc w powietrzu magiczne glify. Za nimi, w powietrzu zawieszony był… portal - owalna wyrwa w rzeczywistości. A po jego drugiej stronie - trawa, drzewa, światło słońca! To był nasz stary świat! To był Greyhawk! Wampir spostrzegł nasze przybycie i odwrócił się w naszym kierunku. I wtedy nastał moment, którego nie zapomnę do końca życia. Moment, w którym pozwoliłem potworowi sprowadzić zagładę na niemal wszystko co znałem…

CO JA SOBIE KURWA MYŚLAŁEM!? Gdy ta plugawa kreatura odwróciła się do mnie, gdy wreszcie obnażyła swoje kły, ja potrafiłem tylko uśmiechać się głupkowato. Zamiast znaleźć odwagę i uderzyć, pozwoliłem temu potworowi prowadzić swój monolog. Pozwoliłem mu grać na czas, chociaż wiedziałem jak to się skończy! Gdy obrys portalu się ustabilizował, Evans podniósł dłoń i wtedy go zobaczyłem - ogromny zbiornik animy zawieszony pod sufitem. Anima zakotłowała się, zawrzała i z niewyobrażalna prędkością - niczym ciecz pod ogromnym ciśnieniem - przebiła zbiornik i uderzyła prosto w wampira. W ułamku sekundy było po wszystkim - potwór zamienił się w półboga. A ja, stałem tak i patrzyłem jak moc przepełnia jego ciało. Widziałam jego uśmiech, euforię. Spojrzał na mnie po raz ostatni i było to spojrzenie, które zmroziło mi krew w żyłach. Patrzył na mnie jak na robaka… Pieprzonego, nic nieznaczącego insekta! A najgorsze w tym wszystkim było to, że miał rację. Potem obrócił się na pięcie i przeszedł przez portal. Wygrał - pomyślałem - to był koniec. Te wszystkie ofiary, poświęcenia - to wszystko było na marne. Do dziś łudziłem się, że stałem się kimś lepszym, kimś godnym miłości Hadala, kimś kto może zostać bohaterem. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło - nadal, tak jak przed laty byłem zwyczajnym zerem. W najważniejszym momencie, gdy naprawdę mogłem coś zmienić, udowodnić, że jestem kimś więcej - stchórzyłem. Jak zwykły robak, ostatecznie myślałem tylko o własnym przetrwaniu.

Po drugiej stronie portalu na Evansa czekała krasnoludzka armia z Tutrokiem na czele. Ale to już nie miało żadnego znaczenia - on stał się zbyt potężny. W mgnieniu oka głowa krasnoludzkiego księcia wyleciała w powietrze odłączona od reszty opancerzonego ciała. Kolejne krasnoludy padały jeden za drugi. Część moich towarzyszy ruszyła na drugą stronę próbując powstrzymać potwora. Anvara, Veksander, Thalendil… A jedyne o czym ja myślałem, to żeby znaleźć się jak najdalej od tego monstrum, by ocalić swoją skórę! Zaatakowałem Alistara, tak by przestał stabilizować portal - udało się. Mag obudził się, po czym sam przestąpił przez świetlisty owal, który powoli lecz nieubłaganie zaczął się kurczyć. I wtedy Evans zrobił coś czego nie spodziewałem się w najgorszych koszmarach. Wyrwawszy swój stary amulet z martwych dłoni Tutroka wycelował go prosto w słońce i… w Greyhawk nastała ciemność. Nogi ugięły się pode mną, padłem na kolana przytłoczony, oniemiały. Byłem właśnie świadkiem zagłady całego świata. Miejsca, które znałem, w którym się wychowałem, gdzie doświadczyłem pierwszego pocałunku, z którym wiązały się niemal wszystkie moje wspomnienia - zarówno te złe jak i dobre. To wszystko miało teraz powoli umrzeć… Wszystko dlatego, że nie miałem odwagi zaryzykować własnego życia dla dobra innych!

Jednak gdy ja klęczałem na kamiennej posadzce pogrążony w bezradności i rozpaczy, na scenę wkroczył prawdziwy bohater. Thalendil nie zważał na takie błahe koncepty jak obowiązek czy odwaga. On po prostu wiedział co trzeba było zrobić i się nie wahał. Nie wiem jak znalazł się koło Evansa, a sam wampir nie zauważył go dopóki nie było już za późno. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy Thalendila zanim jego sylwetka zniknęła w oślepiającym rozbłysku eksplodującego zbiornika anima. On był… był spokojny, gotowy. Był tym kim ja być nie potrafiłem. Może nie miał takiego zamiaru i do ostatniej chwili nawet o tym nie pomyślał, ale był bohaterem. Eksplozja pochłonęła niebieskiego maga, Evansa i większość krasnoludzkiej armii. Zdarzył się cud - bestia przestała istnieć.

Veksandera odrzuciło w kierunku portalu, Anvara również przetrwała. Jednak gdy zobaczyłem ją na progu sferalnego przejścia znów zawładnął mną zwierzęcy instynkt. Ostatkiem sił próbowałem odepchnąć ją telekinetycznie, odsunąć ją, tak by została po tamtej stronie. Nie udało mi się. Chwilę później czułam już smak krwi w ustach - zawsze miała dobry sierpowy. I tak moi towarzysze zaczęli zwolna opuszczać kryptę. Ja zostałem jeszcze chwilę z Thaeris i jej ojcem, nie potrafiłem wykrztusić słowa. Ba, w tamtym momencie nie potrafiłam myśleć. Odruchowo podszedłem do konającego starca i uleczyłem go na tyle na ile mogłem. Potem ledwo snując się na nogach opuściłem jaskinie. I wtedy, na zewnątrz na moją twarz padło najprawdziwsze światło słońca. Zapłakałem na widok świetlistej kuli gorejącej na niebie. Jednak w przeciwieństwie do mych towarzyszy nie były to łzy radości. Płakałem, bo rozumiałem, że w tym samym momencie miliony istnień w Greyhawk rozpaczały i kuliły się w panice. Wszystko dlatego, że nie miałem odwagi położyć własnego życia na szali.

Powrotu do miasta nie pamiętam - wiem tylko, że milczałem, a po moich policzkach płynął niekontrolowany strumień łez. Gdy przeszliśmy przez bramę na ulicach panowało poruszenie. Niektórzy z obywateli radowali się i wznosili ręce ku niebu. Inni uciekali w popłochu, gdyż słusznie przeczuwali nastanie nowego porządku. Skierowaliśmy się do zamku, do sali Loży gdzie czekali na nas nie kto inny jak Evans i Alistar - a raczej przykryci iluzją Thaylanar i Faralas. Dwaj czarodzieje postanowili wykorzystać sytuację i przejąć władzę nad miastem. Ale w tamtym momencie niewiele mnie to obchodziło. Odwróciłem się i po prostu odszedłem. Gdy dotarłem do domu, w salonie czekała na mnie Bułcia z mężem u boku i niewielkim zawiniątkiem w rękach. Z jakiegoś powodu od razu wiedziałem co jest w środku - jedyny promyk nadziei w tych straszliwych czasach. Uśmiechnąłem się lekko, pobłogosławiłem całą trójkę i udałem się na górę.

Wszedłem do mojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Usiadłem na łóżku i przez dłuższą chwilę po prostu gapiłem się w ścianę. Potem odpiąłem protezę, złożyłem ją delikatnie na biurku, położyłem się na pościeli i zamknąłem oczy. Poczułem jak ogarnia mnie chłód - zimno międzygwiazdowej pustki, oddech kosmicznego horroru. Bez ochrony Hadala byłem zdany na łaskę Hadara. Czułem jak bestia cieszy się powoli wysysając ze mnie życie. Ale ja właśnie tego chciałem. Pomyślałem, że tak będzie sprawiedliwie. Skoro mieszkańców Greyhawk czekała śmierć ja także zasługiwałem by umrzeć. Leżałem tak przez godzinę może dwie, czując jak niewidzialne macki Hadara wysysają ze mnie życie. I wtedy ogarnął mnie strach. Ten sam zwierzęcy strach, który towarzyszył mi w konfrontacji z Evansem. Nie potrafiłem tego zrobić, nie potrafiłem umrzeć - za bardzo się bałem tego co nastąpi potem. W panice próbowałem poruszyć bezwładnym ciałem. Musiałem siłować się sam ze sobą, ale w końcu udało mi się obrócić i sięgnąć po protezę. Jednak zanim jej dotknąłem poczułem coś jeszcze. Jakaś obecność próbowała nawiązać ze mną kontakt, a ja nie miałem wystarczająco siły woli by się jej przeciwstawić.

Mimo, że znajdowałem się w zacienionym pokoju poczułem ciepło, jakby promienie słońca padły na moją skórę. Odzyskałem też na tyle sił, żeby na powrót usiąść na łóżku. To był Pelor - bóg, słońce - i chodź nie przemawiał do mnie słowami jego komunikat był jasny - pragnął przyjąć Gothę w objęcia światła, ale wszystko miało swoją cenę. Poczułem, że kiełkuje we mnie nowe uczucia - niedowierzanie, gniew, determinacja! Przymocowałem rękę i pożyczając część mocy Hadala przerwałem połączenie. Zastygłem w miejscu niczym oniemiały…

[Ostatni akapit został zamazany, tak że nie można go odczytać]

Vanir's Journal Ordered oldest to newest

The major events and journals in Vanir's history, from the beginning to today.

[justify]Ta zaklęta opaska naprawdę zdała egzamin. Dzięki niej poszło mi o wiele sprawniej niż początkowo przewidywałem. Teraz pozostało tylko przekonać pozostałych członków Loży...[/justify]

01:02 pm - 16.01.2026

Koniec i Początek

Jeśli ktokolwiek przeczyta te słowa, niech wie, że zawiodłem. Nie doceniłem zagrożenia, byłem głupi i zarozumiały, ale przede wszystkim okazałem się tchórzem! Ba, nadal nim jestem! Gdybym miał odwagę to poszedłbym śladem Thalendila i nie p...

03:37 pm - 15.01.2026

Rdzeń

Poprzedni tydzień upłynął mi na żmudnym wkuwaniu magicznych formuł i zagłębieniu się w tajniki wiedzy tajemnej. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia postanowiłem wreszcie podszlifować swoje zrozumienie magii, którego braki odczuwałem coraz ...

01:29 pm - 14.01.2026

Koronacja

Tego poranka przebudziłem się z ostrym bólem głowy i przeraźliwą suchością w ustach. Po kolejnej magicznej kuracji byłem jednak w stanie bezpiecznie zjeść śniadanie. Na szczęście, pochłaniając łapczywie ostatnią łyżkę jajecznicy dozna...

08:13 am - 13.01.2026

Punkt Zwrotny

[justify]Trudno opisać to co działo się ze mną przez ostatnią dobę, po tym jak cały mój dotychczasowy plan zawalił się jak domek z kart. Czarę goryczy przelała oczywiście ta straszliwa klątwa, której padłem ofiarą. Swoją drogą nigdy bym...

12:23 pm - 28.09.2025

Skok w Otchłań

[justify]Nie wiem co się ze mną dzieje… To był tylko sen, prawda? PRAWDA!? To musiał być sen! W końcu to przecież NIE MIAŁO KURWA TAK WYGLĄDAĆ! JAK ON MÓGŁ MI TO ZROBIĆ!? [b]J[/b]AK ON MÓGŁ MINĘ TAK ZOSTAWIĆ!? A przecież miał mi pomag...

06:41 pm - 17.08.2025

Szczere Wyznanie

[justify]W ostatnich dniach zacząłem coraz częściej przesiadywać na Palcu Wisielca, wgapiam się w dyndającego na palu nieszczęśnika. W końcu przełamałem się i otworzyłem telepatyczny kanał by wyznać mu co naprawdę o tym wszystkim myślę....

12:12 am - 11.08.2025

Samotna Góra

Tego dnia moi drodzy towarzysze zebrali się wreszcie, by porozprawiać na temat ostatnich wydarzeń. Z jakiegoś powodu jednak znowu postanowili wprosić się do mojego domu, zamiast pogadać sobie w karczmie. I to akurat w porę, w której zażywałem m...

11:02 pm - 10.08.2025

Zasłużony Odpoczynek

Gdy tylko wróciłem do Gothy, padłem na łóżko jak kłoda. Zasnąłem szybciej, niż zdążyłem zdjąć buty. W nocy nawiedziły mnie jakieś koszmary, ale niewiele z nich pamiętam - wiem tylko, że gdy się obudziłem, byłem jeszcze bardziej roztr...

12:34 pm - 30.06.2025

W Potrzasku

Nad jeziorem czekała na nas armia stworów Hadara w towarzystwie oddziału ekspedycyjnego Vortarixa – skubańcy zdążyli się już zaprzyjaźnić. Myślałem, że uda mi się przejąć kontrolę nad istotami Hadara – zdradził jednak naszą pozycję...

12:12 pm - 30.06.2025

Przemyślenia o Naturze Istnienia

Przez te wszystkie popieprzone rzeczy, które się wydarzyły z jakiegoś powodu zacząłem znowu myśleć o przeszłości, o moim dzieciństwie. Wcześniej starałem się wymazać ten przykry okres z pamięci, ale teraz, z jakiegoś powodu te wspomnienia...

10:05 pm - 29.06.2025

Rytuał

Ostatnie tygodnie spędziłem na przearanżowaniu mojego nowego domu – wymieniłem trochę mebli na bardziej wygodne i przerobiłem stary magazyn na klimatyczną kaplicę ku czci Hadala. Na razie nie ruszałem biblioteki, piwnica również pozostała be...

10:04 pm - 29.06.2025

Dzień Niepamięci

Może nie tak to sobie wyobrażałem, ale ostatecznie poszło nam całkiem nieźle. Przyznaję, że kiedy nagle ocknąłem się na placu, otoczony znieruchomiałymi mieszkańcami, nie byłem szczególnie zachwycony sytuacją. Przed nami, na drewnianej pla...

12:49 pm - 29.06.2025

Zniknięcie Henrego Jonesa

Dla mieszkańców Gothy zbliża się wielki festiwal – jeżeli w ogóle można to tak nazwać. Ten tak zwany Dzień Niepamięci to chyba jakiś koszmar, który może podobać się tylko takim dziwakom jak Anvara, Veksaner czy Train! Już jutro na ulice ...

08:37 am - 29.06.2025

Mordercze Intencje

Begin writing your story here......

08:36 am - 29.06.2025

Polowanie na Szpikolisa

Dziś udało mi się dokonać czegoś niezwykłego! Przywołałem prawdziwego chowańca - małego fae, chochlika, który dzięki swoim rozmiarom i wrodzonej zdolności stawania się niewidzialnym pomoże mi szpiegować rywali, siać plotki i położyć fu...

10:39 am - 22.06.2025

Nieoczekiwani Sprzymierzeńcy

Mój niedawny występ w jaskini bez wątpienia przyciągnął uwagę, choć może nie do końca taką, na jakiej mi zależało. Z drugiej strony Anvara wydawała się zadowolona z towarzystwa, w jakim się znaleźliśmy. Z jakiegoś powodu przylgnęła do...

10:38 am - 22.06.2025

Iskierka w Ciemności

Anvara - moja oprawczyni - wydawała się równie zdezorientowana co ja, jednak szybko zakuła mnie w kajdany i ruszyliśmy w nieznanym kierunku, szukając drogi wyjścia z tego przeklętego lasu. W końcu, po przeszło dwóch dniach wędrówki dotarliśm...

10:37 am - 22.06.2025

Złe Gorszego Początki

Nazywam się Vanir i choć dziś, dzięki boskiej urodzie i nienagannym manierom, mogę uchodzić za potomka magnatów lub możnowładców, to nigdy nie poznałem swojego prawdziwego pochodzenia. Moje najwcześniejsze wspomnienia sięgają czasów spędzo...

10:35 am - 22.06.2025

The list of amazing people following the adventures of Vanir.